Moja kuchnia vs mody i trendy

Udzielałem ostatnio wywiadu autorowi bloga Tasteaway.pl i jedno jego pytanie – stwierdzenie, wbiło mnie w fotel. Czy nowa polska kuchnia staje się passe? Do tego doszło kilka publikacji dotyczących trendów kulinarnych na 2014 rok, które od kilku tygodni się ukazują. W efekcie mam kilka przemyśleń.

Z publikacjami na temat trendów na dany rok, jest jak z postanowieniami noworocznymi. Ukazuje się ich ogrom zarówno w prasie i na portalach polskich jak i zagranicznych, dotyczą każdej branży, a w praktyce niekoniecznie się potwierdzają. Również mnie dziennikarze zadają pytanie „co będzie trendy w nadchodzącym roku”. Jest to poniekąd temat zapychacz, ale w tym roku zwrócił moją uwagę z racji stwierdzenia, które usłyszałem od autora bloga TasteAway. Otóż, podobno w szeroko pojętym środowisku rodzimych foodies uważa się, że kuchnia którą się zajmuję, czyli nowa kuchnia polska (zwana przez kilku dziennikarzy zagranicznych MOPO) jest już passe.



Z kolei z drugiej strony, zza granicy docierają na przykład informacje o trendach na 2014, na przykład z Madryt Fusion. Za Justyną Adamczyk opowiadającą o imprezie w JemRadiu Pawłowi Lorochowi, mogę przytoczyć wiele kierunków: popularność ma święcić kefir, modne będą poszukiwania zapomnianych odmian zbóż, kaszy, odejście od pszenicy, z racji modyfikacji jej upraw, fali alergii oraz mody na potrawy bezglutenowe. Trendy jest także odkrywanie na nowo starych warzyw typu: skorzonera, topinambur, jarmuż będący raptem objawieniem w Polsce oraz rezygnacja z mięsa. Również modne ostatnio hamburgery są już passe – na ich miejsce wchodzą parówki w fusion’owych kombinacjach, produkowane nie przemysłowo, ale u zaprzyjaźnionych masarzy w sposób ekologiczny.

Widziałem na przykład ostatnio ciekawe zestawienie dotyczące staek house’ów, które się rozwijają w kompletnie różnych kierunkach. Pojawiają się już steki kompletnie modernistyczne, przyrządzane z wykorzystaniem najnowszych technologii z ultradźwiękami włącznie. Z drugiej strony niektórzy restauratorzy wracają do korzeni i podają w lokalu zaaranżowanym w stylu wiktoriańskim kilkukilowy kawał wołowiny do podziału na 6 osób, aby goście mogli poczuć się jak na uczcie z XVII wieku. Trendy jak widzimy są różne, ale idea obróbki mięsa i jakościowego produktu zostaje ta sama i niezmienna.

Z kuchnią, jest troszeczkę jak z modą. Są pewne klasyki, evergreeny, jak smoking, do którego można dobrać różne dodatki. W jednym sezonie modne będą lakierki ze spiczastym noskiem, w innym półokrągłe a kiedy indziej kanciaste. W jednym sezonie włoży się w butonierkę kwiatek, w innym chusteczkę, a w jeszcze innym nic. Ale smoking zostaje taki sam, jest standardem, klasyką wokół której wirują pewne mody i trendy, które czasami na stałe dołączą do kanonu, choć najczęściej przemijają zapomniane.

Ale wróćmy do stwierdzenia, że nowa kuchnia polska jest passe. Mówiąc o starej kuchni polskiej musimy cofnąć się 50 lat aby zobaczyć jaka była przed wojną. Paradoksalnie udało nam się znacznie więcej zachować z własnej tożsamości i kultury kulinarnej przez 123 lata zaborów niż przez 50 lat komuny. Dla mnie nowa kuchnia polska to klasyczna kuchnia dostosowana do warunków technologicznych dzisiejszych czasów. Problem polega na tym, że kuchnia polska nie została jeszcze tak naprawdę w sensowny sposób ukształtowana. Jeszcze nie jest solidnym pniem, z którego mogą wyrastać gałęzie w postaci mód i trendów. Na zachodzie obserwuję z przyjemnością, na przykład kuchnię francuską, trzon w postaci dziedzictwa Escoffiera, z którego wywodzą się liczne odnogi nawiązujące do innych kultur kulinarnych.

Kuchni polskiej brakuje pnia, dlatego niebezpieczną i mylną rzeczą jest traktowanie jej jako trendu. To nieprzemijająca moda, po której nie powinna następować np. kuchnia japońska czy jakakolwiek inna. Takie stwierdzenia potwierdzają jedynie, że ciągle jesteśmy jeszcze kulinarnie niewykształconym społeczeństwem. Istnieje niebezpieczeństwo, że znów stracimy powiązanie z własnymi korzeniami, a kuchnia polska, ucieknie nam w imię jakiegoś trendu. Być może do tego nie dojdzie, gdyż mody te zmieniają się z prędkością światła i zanim człowiek zdąży się przyzwyczaić do jednej rzeczy, to już pojawia się nowa.

Mnie osobiście wszystkie te mody krążące jak liście na wietrze nie dotyczą. Założyłem lata temu, że będę sobie drążył swoje i troszeczkę po sokratejsku mogę powiedzieć, że im bardziej poznaję kuchnię polską, której się poświęcam, tym bardziej uświadamiam sobie, że niewiele wiem i długa jeszcze droga przede mną. Ale mam również świadomość, że jest to solidny kierunek, a nie miotanie się od hamburgera do parówki, od parówki do sushi, od sushi do pasty lub pizzy, przed czym was drogie foodies przestrzegam.
Trwa ładowanie komentarzy...